Izabela i Patryk Górniccy
Zanim poznał swoją żonę Izę, znał już model franczyzowy Bricomarché. Wiedział, że to dobry biznes – dwa markety prowadzi od lat jego...
Zanim poznał swoją żonę Iz ę , znał już model franczyz owy Bricomarché. Wiedział, że to dobry biznes – dwa m arket y prowadzi od lat jego wujek z żoną . Sześć lat temu państwo Górniccy również dołączyli do Grupy Muszkieterów i z powodzeniem prowadz ą sklep Bricomarché w Brzegu Dolnym . Wcześniej młode małżeństwo uzgodniło, że wspólny biznes będą prowadzili tylko wówczas, gdy oboje będą do tego przekonani. - Prowadziłem swoją firmę, po pracy na etatach jako asystent dyrektora finansowego i headhunter. Żona była księgową i ani myślała o rodzinnym biznesie, tym bardziej o sklepie. Jej rodzice prowadzili sklep spożywczy i wiedziała, jak to może smakować. Może, ale dzięki franczyzie takiej jak Bricomarché nie musi. Już po wspólnych odwiedzinach w sklepie wuja przekonaliśmy się, że wszystko jest doskonale przygotowane, a ryzyko niewielkie - mówi Patryk Górnicki.     Do wejścia w ten biznes zachęciły ich nie tylko potencjalne zyski, ale i przyjemna w prowadzeniu forma rodzinnego biznesu, z przygotowanym na bazie doświadczeń innych  przedsiębiorców biznes planem, korzystnymi warunkami zakupów, kredytem poręczanym przez Grupę, a jednocześnie zachowaną samodzielnością firmy. - Siłą tej Grupy jest system finansowy, umożliwiający przedsiębiorcy robienie obrotów rzędu kilkunastu milionów złotych rocznie. Dojście do takich wartości samodzielnie zajęłoby mi sporo czasu. Gdy zaczynaliśmy miałem 30 lat. Skąd miałem mieć pieniądze np. na zatowarowanie marketu? Kredyt gwarantowany przez Grupę mocno skrócił ten czas  - przyznaje biznesman. Najważniejsza była specyfika franczyzy. W opinii przedsiębiorcy z Brzegu Dolnego, nie tylko najlepszej w Polsce, ale i unikatowej na szeroką skalę. - Zazwyczaj franczyzodawcy sprzedają licencję na biznes i niezbyt ich interesuje, jak idzie franczyzobiorcom. Tu jest zupełnie inaczej. Franczyzobiorca Bricomarché staje się jednocześnie współudziałowcem Grupy. Z czasem nabywa udziały w jej strukturach, ma prawo głosu i prawo do dywidendy. Ma więc wpływ na franczyzodawcę, może przekonywać do swojego stanowiska zarząd, który tworzą jego koledzy, również prowadzący sklepy. Wszyscy jesteśmy beneficjentami tej struktury. Tego wszystkiego w zwykłej franczyzie nie ma - tłumaczy Patryk Górnicki i dodaje, że pieniądze, które się tu wkłada, nie są de facto opłatą za franczyzę. - Aport jest przeznaczony do zasilenia własnego biznesu – każdy sklep Bricomarché jest spółką z ograniczoną odpowiedzialnością, gdzie prezesem jest franczyzobiorca. Trzeba podkreślić, że wkład finansowy w sklep pozostaje w zasadzie jego własnością. Jeżeli na przykład chcielibyśmy zrezygnować, a działaliśmy zgodnie z prawem spółek handlowych, otrzymamy swój wkład z powrotem. Uważam, że próg finansowy jest całkowicie adekwatny do korzyści. W jednych marketach break-even point osiąga się przed upływem dwóch lat, w innych – w ciągu czterech. To stosunkowo szybko, ale nie to jest najważniejsze. Ważne, że wszyscy mamy szansę na odpowiednie zarobki - zarówno z tytułu prowadzenia własnego biznesu, jak i dzięki partycypacji Grupy w wspólne przedsięwzięcia - wyjaśnia Patryk Górnicki. Wejście do Grupy wiąże się nie tylko z pracą na rzecz swojego sklepu. Co tydzień właściciele spotykają się w centrali i wspólnie pracują na rzecz Grupy. Patryk Górnicki odpowiada za obszar nowych technologii, nadzoruje proces przygotowania do uruchomienia handlu internetowego Bricomarché. -Jestem pasjonatem nowoczesnych rozwiązań, interesują mnie wszelkie nowinki technologiczne. Dzięki temu, że idea Grupy Muszkieterów zakłada udział franczyzobiorców w różnych projektach, ja mogę realizować się w dziedzinie, w której mam wiedzę i kompetencje. Każdy z właścicieli może się zaangażować w obszar, w którym chce współdecydować. To dlatego Grupa Muszkieterów jest tak silna i długo obecna na rynku - twierdzi. Sam jest zadowolony z wyboru sprzed lat. Jak twierdzi - nie zawiódł się, a wspólna praca z żoną scala ich związek. Zależności w Grupie chętnie porównuje do zależności w Unii Europejskiej. - Ma swoje mankamenty jak każda unia, ale pozwala osiągnąć masę korzyści.
Anna i Radosław Woroniec
Przykład Anny i Radosława Worońców to najlepszy dowód na to, że - dla realizacji marzeń o zyskownym biznesie - warto uwolnić się od...
Przykład Anny i Radosława Worońców to najlepszy dowód na to, że - dla realizacji marzeń o zyskownym biznesie - warto uwolnić się od magnesu dotychczasowego miejsca zamieszkania, a dokonywane wybory nie muszą być na całe życie. By prowadzić swój pierwszy market Bricomarché przeprowadzili się z województwa lubuskiego do Wejherowa. Gdy nadarzyła się okazja , sprzedali ten sklep innemu franczyzobiorcy i wrócili w Lubuskie, do Wschowy i dziś prowadzą tam własny biznes pod szyldem Bricomarché. - Im człowiek starszy, tym chce być bliżej rodziny. Przed laty przeprowadzkę w Pomorskie potraktowaliśmy jak przygodę. Nie należymy do ludzi, którzy lubią siedzieć w jednym miejscu. Przywiązanie do miejsca bywa przeszkodą w rozwoju. Jeśli człowiek uwolni się od niego - dużo łatwiej podjąć decyzję. Ale, żeby prowadzić na zasadzie franczyzy market budowlany Bricomarché, wcale nie trzeba decydować się na wyjazd na drugi koniec Polski. Można poczekać, aż pojawi się lokalizacja, którą będziemy skłonni wybrać - tłumaczy Radosław Woroniec. Zanim zaczęli realizować swój pomysł na biznes z Bricomarché, prowadzili wspólnie przedsiębiorstwo zajmujące się systemami ratalnymi oraz hurtownię budowlaną. - W 2000 roku z ciekawości pojechaliśmy na otwarcie pierwszego w Polsce marketu budowlanego Bricomarché. To był nasz pierwszy kontakt z Grupą Muszkieterów. Mieliśmy wtedy nie więcej niż 25 lat. Zobaczyliśmy, w jaki sposób zorganizowany jest taki sklep. Widać było profesjonalizm. Poznaliśmy zasady działania w Grupie. Spodobała nam się ta niezależność we współzależności – wspominają małżonkowie. Młody przedsiębiorca od razu dostrzegł, że franczyza Bricomarché jest inna. Często centrale narzucają franczyzobiorcom niemal wszystko. W Grupie każdy z właścicieli sklepów może mieć wpływ na to, co dzieje się w całej organizacji. - To ogromna wartość. Często kierunek jest jeden - z góry na dół. Tu jest też z dołu do góry. To jest niesamowite. I najlepsze, że to działa - uśmiecha się. Chcieli zmienić coś w swoim dotychczasowym życiu. Pomysł na biznes polegający na franczyzie Bricomarché wydawał się idealny. - Jeśli już mieliśmy doświadczenie z prowadzeniem hurtowni budowlanej, to nie chcieliśmy zmieniać branży. W tamtym czasie oferta Bricomarché nie tylko była najlepsza. Była jedyna. Zaimponowały nam know-how, sprawdzona i dopracowana standaryzacja oraz masa gotowych rozwiązań. Bez tych rozwiązań, mimo doświadczenia nabytego w hurtowni budowlanej, trudno byłoby wystartować samodzielnie z takim marketem. Pomoc innych właścicieli sklepów jest tu czymś wyjątkowym. - Niektórzy potrafili pojawić się u nas nawet dwa razy w tygodniu i coś podpowiedzieć. Mogliśmy liczyć nawet na pomoc fizyczną, często przyjeżdżali z pracownikami.  To poczucie więzi na pewno przyciąga do Muszkieterów. Tę więź czuje się również wtedy, gdy pracuje się na rzecz Grupy w centrali. To takie oddolne zarządzanie, coś na kształt spółdzielni. Podejmowanie decyzji w imieniu i na rzecz innych właścicielu to oznaka zaufania. Co tydzień przyjeżdżamy z żoną do centrali, by współdecydować w obszarze centralnych zakupów. Ja jestem także członkiem zespołu ds. importu. Kilka razy w roku wyjeżdżam do Europy czy Azji i weryfikuję towary, które mają pojawić się w sprzedaży w naszych sklepach. Pracując poza Grupą nie miałbym szans na zdobycie tak cennego doświadczenia - mówi Radosław Woroniec. - W Grupie jest łatwiej. Nie musimy sami szukać rozwiązań, błądzić i tracić czas. Rozwiązania są tu gotowe i sprawdzone. Mamy wspólne zakupy, reklamę, szkolenia i wiele innych form wsparcia, niedostępnych dla przedsiębiorcy działającego w pojedynkę. Wszystko jest zorganizowane, a franczyzobiorcy mogą skoncentrować się na handlu – mówi pani Anna. - Oprócz wynagrodzenia i zysków wypracowanych z naszej działalności, wielką satysfakcję daje nam możliwość rozwoju w ramach struktury – przekonuje pan Woroniec i przyznaje, że praca nie jest dla niego tylko obowiązkiem. Wciąga i jest ekscytująca - bo mamy nie tylko swój biznes, ale i możliwość wpływania na działalność Grupy i kierunek rozwoju Bricomarché. Według niego, wspólne decyzje franczyzobiorców, współpraca i wzajemne wsparcie mają swoje odzwierciedlenie w wynikach całego przedsiębiorstwa. - Od lat sieć Bricomarché ma kilkunastoprocentowe progresje, w tym roku wypracujemy wspólnie 2 mld zł obrotów. To bardzo motywuje, dlatego myślimy o otwarciu kolejnego sklepu w ciągu najbliższych dwóch lat. Widzą to nasi pracownicy, którzy też czerpią sporo satysfakcji z włożonego wysiłku. Są już właściciele marketów Bricomarché, którzy wywodzą się z kadry pracowniczej. Mogą liczyć na to, że będziemy im pomagać i motywować – obiecuje Radosław Woroniec.
Olga Ignaszewska i Adam Goździewski
Czuli, że to idealny biznes dla nich. W Grupie są od dwóch lat, młodzi i ambitni - już planują otwierać kolejne sklepy. Ich sukces to...
Czuli, że to idealny biznes dla nich. W Grupie są od dwóch lat, młodzi i ambitni - już planują otwierać kolejne sklepy. Ich sukces to najlepsza zachęta dla tych, którzy jeszcze zastanawiają się nad własnym biznesem pod szyldem Bricomarché. Zanim dyrektor biura maklerskiego - Adam Goździewski - po raz pierwszy powiedział swojej żonie - Oldze, będącej wówczas nauczycielką historii - o tym, że chciałby założyć własny biznes, zapoznał się z wieloma ofertami franczyzowymi w Polsce. Oferta Bricomarché wydała mu się najbardziej atrakcyjna. - Przy takim nakładzie finansowym nie ma sobie równych. Gwarantuje franczyzobiorcy nie tylko rozmach przedsięwzięcia, ale też poczucie bezpieczeństwa i możliwość rozwoju zawodowego. To pomysł na biznes dostępny dla każdego, kto dysponuje wymaganymi środkami. Te kilkaset tysięcy złotych jest osiągalne. Niektórzy sprzedają mieszkanie, inni inwestują to, co zarobili zagranicą. Inni sprzedają swój mały biznes, żeby rozwinąć skrzydła w dużym przedsiębiorstwie. Ten stosunkowo niewielki aport to przepustka na wyższy pułap, do spółki generującej miliony złotych. Kiedyś można było zaczynać od czegoś małego. Dziś trzeba rzucić się na głęboką wodę. Duży ma większe szanse na sukces -  tłumaczy Adam Goździewski. - Nie obyło się bez obaw. Wejście w ten biznes miało nie tylko zmienić nasze życie, ale też pochłonąć wszystkie oszczędności. Do tego oferta biznesowa Bricomarché wydawała się zbyt piękna, by była prawdziwa. Szukaliśmy haczyka. Nie znaleźliśmy. Spotkania z właścicielami sklepów przekonały nas w stu procentach, że ten model się sprawdza - wspomina Olga Ignaszewska. - Odwiedziliśmy wiele sklepów Bricomarché. Każdy boryka się z codziennymi problemami i  każdy rozwiązuje je na swój sposób. Na podstawie doświadczeń innych właścicieli możemy łatwo zastosować najskuteczniejsze dla nas rozwiązania. Możemy uczyć się na cudzych błędach, oszczędzając czas i energię. Takie wzajemne wsparcie to siła tej Grupy -  podkreśla Adam Goździewski. Decydując się na własną działalność, nie ma gwarancji stałej konkretnej pensji. Samodzielnie trzeba pracować na swoje wynagrodzenie. - Będąc w Grupie nie jesteśmy na etacie, prowadzimy własną firmę. My zarządzamy na co dzień sklepem i my jesteśmy odpowiedzialni za obroty i zyski naszego biznesu. Ale w tak krótkim czasie sami nie osiągnęlibyśmy takich wyników. To zasługa know-how Grupy i strategii handlowej Bricomarché – mówią franczyzobiorcy.   Dziś razem pracują w swoim markecie w Koninie, niedaleko rodzinnego Poznania. Bo franczyza Bricomarché to model skierowany szczególnie do par. - Odbieram to jako zaletę. Nie zawsze musimy się zgadzać, mamy różne podejście do pewnych spraw. Weryfikujemy je między sobą. Gdy wchodzimy do sklepu każde z nas zajmuje się swoją działką. Widzimy się rano, w drodze do pracy i wieczorem, gdy o 19.00 dzwonimy do siebie twierdząc, że wypadałoby wrócić do domu - śmieje się Olga Ignaszewska. Początki były trudne. Niewiele pamiętają z dnia otwarcia - tyle było pracy i nowych doświadczeń. Przekonali się wówczas, że mogą liczyć nie tylko na gotowe instrukcje postępowania, ale i na pomoc kolegów z innych sklepów, którzy bardzo wspierają początkujących. Dziś to oni jeżdżą do nowo otwieranych marketów Bricomarché, sprawdzają jak pierwsze dni na swoim udaje się przeżyć świeżo upieczonym przedsiębiorcom, służą radą i pomocą. Przekonali się, że każdy element tego biznesu jest benefitem dla franczyzobiorcy - od założenia spółki, przez budowę obiektu, po korzystne warunki handlowe i różnego rodzaju dofinansowania. Sukces i efektywne funkcjonowanie Grupy oparte jest na pracy i współpracy właścicieli wszystkich sklepów. Zgodnie z Kartą Muszkietera franczyzobiorcy powinni poświęcić 1/3 swego czasu na rzecz Grupy. - Spotykamy się w centrali we wtorki i środy, by podejmować strategiczne decyzje dla Grupy, czyli  dla nas, właścicieli sklepów. To stanowi o wyjątkowości Muszkieterów - wyjaśnia Adam Goździewski. Dziś twierdzą, że nie wyobrażają sobie innego pomysłu na biznes. - Nie przypuszczałam, że to mnie tak pochłonie. To praca, do której rano wstaję z wielką chęcią. Pewnie dlatego, że to mój biznes - podkreśla Olga Ignaszewska.
Maria i Tomasz Stangenberg
Otwarty pięć lat temu przez Marię i Tomasza Stangenbergów market dom i ogród w Trzebnicy był 80. sklepem uruchomionym pod szyldem...
Otwarty pięć lat temu przez Marię i Tomasza Stangenbergów market dom i ogród w Trzebnicy był 80. sklepem uruchomionym pod szyldem Bricomarché. Małżeństwo, które kilka lat temu szukało pomysłu na dochodowy biznes, dziś nie ma wątpliwości, że franczyza Bricomarché to był strzał w dziesiątkę. Przystępując do Grupy Muszkieterów państwo Stangenbergowie mieli już nieco doświadczeń w prowadzeniu biznesu. Pierwsze kroki w życiu zawodowym stawiali w pracy na etacie - pani Maria jako dendrolog we wrocławskim Parku Szczytnickim, a pan Tomasz jako kierownik w Ogrodzie Zoologicznym we Wrocławiu. Kolejnym rozdziałem w ich życiu była własna firma. Dostarczając pieczywo do sklepów Intermarché, po raz pierwszy zetknęli się z Muszkieterami. - Mieliśmy okazję przyjrzeć się z bliska i popytać naszych odbiorców, jak działa Grupa.  Szukaliśmy w tym czasie pomysłu na nowy, bardziej opłacalny i stabilniejszy biznes. Wielu franczyzodawców wymagało zbyt dużych kwot na wejście, w zamian niewiele oferując. Franczyza Bricomarché spodobała się nam nie tylko dlatego, że była w zasięgu naszych finansów. Przekonała nas filozofią działania. Gwarantowała przedsiębiorcy samodzielność, a jednocześnie wsparcie Grupy na wielu płaszczyznach - od finansów po marketing, a także możliwość pracy na rzecz wielkiej, dobrze działającej organizacji. Co istotne - w przypadku Bricomarché franczyzobiorca jest nie tylko realizatorem koncepcji i strategii franczyzodawcy, ale też ich współkreatorem. To unikalne rozwiązanie - mówi Maria Stangenberg. - Zdecydowaliśmy się dołączyć do Grupy. Sprzedaliśmy dotychczasową firmę. Dziś widzimy, że nie da się otworzyć lepszego interesu przy zainwestowaniu takich środków  - dodaje Tomasz Stangenberg. Już w trakcie cyklu szkoleń, podczas których w teorii i praktyce uczyli się działania zarówno na swoim, jak i w Grupie, zaproponowano im pierwszą lokalizację sklepu - na Pomorzu. Byli już gotowi na przenosiny, ale ze względu na kłopoty rodzinne postanowili poczekać na miejsce bliżej Wrocławia. Wkrótce pojawiła się taka możliwość. Z radością przyjęli projekt i przeprowadzili się do Trzebnicy. Później wszystko przebiegało według sprawdzonego planu przygotowanego przez Grupę, która poręczyła kredyty na wyposażenie i zatowarowanie marketu. - Rzadko który  rozpoczynający swój biznes przedsiębiorca jest w stanie samodzielnie pozyskać takie gwarancje – podsumowuje Maria Stangenberg -Grupa jest też w stanie wynegocjować znacznie korzystniejsze warunki zakupów dla swoich sklepów niż pojedynczy przedsiębiorca. - Należy jasno powiedzieć, że między innymi dlatego nie wyobrażamy sobie prowadzenia działalności na taką skalę poza Grupą - przyznaje Tomasz Stangenberg. - To, że zaproponowany przez Grupę Muszkieterów biznes plan sprawdza się, że w założonym  czasie można spłacać kredyty, przychodzi zwrot zainwestowanego kapitału i zyski, jest dowodem na to, iż - przy systematycznej pracy- rozsądni przedsiębiorcy mogą być pewni sukcesu. To daje poczucie bezpieczeństwa i wiele satysfakcji- mówi Maria Stangenberg, która czerpie ją również z tego, że po latach może w pracy wykorzystywać swoją wiedzę związaną z ogrodami. Dobrze prosperujący biznes sprawia, że jego właściciele mogą szukać satysfakcji także w działaniach na rzecz lokalnego środowiska. Spółka państwa Stangenbergów m.in. współfinansowała plac zabaw dla dzieci w Trzebnicy, angażowała się w organizację lokalnych imprez sportowych - turniejów streetballu, koszykówki czy piłki nożnej, a także innych ważnych dla społeczności lokalnej wydarzeń - m.in. Trzebnickiego Święta Sadów. Małżonkowie angażują się też regularnie w pracę na rzecz Grupy. Pani Maria działa w centralnych projektach marketingowych, a pan Tomasz – w zespole ds. inwestycji.
Agnieszka i Andrzej Wilczyńscy
Kiedy Agnieszka i Andrzej Wilczyńscy zastanawiali się nad zmianą w swoim dotychczasowym życiu i wracali do rodzinnego Łowicza z pierwszego...
Kiedy Agnieszka i Andrzej Wilczyńscy zastanawiali się nad zmianą w swoim dotychczasowym życiu i wracali do rodzinnego Łowicza z pierwszego spotkania w siedzibie Grupy Muszkieterów, obok ich samochodu uderzył piorun. Byli tuż po lekturze „Pielgrzyma” Paulo Coelho. Pisarz w swojej twórczości wielokrotnie zwraca uwagę na umiejętność czytania znaków wskazujących właściwą drogę, podsuwanych nam przez los. Uznali, że piorun był właśnie takim znakiem. Postanowili, że przyłączą się do Muszkieterów. Oboje wywodzili się z rodzin przedsiębiorców. Ona - jako córka właścicieli cukierni - była mistrzem cukiernictwa, jednak po ukończonych studiach pracowała w księgowości łowickiej mleczarni. On był czeladnikiem młynarstwa,bo rodzice prowadzili młyn. Wkrótce jednak przekształcili  go na wytwórnię wód gazowanych, w której pracował wraz z nimi. Był rok 1999. Dwa lata wcześniej kupili w Łowiczu 1,5-ha działkę, która nadawała się pod handel wielkopowierzchniowy. Mieli stabilna sytuację życiową – małżeństwo z 9 letnim stażem i trójka dzieci. Chcieli jednak coś zmienić. Uderzenie pioruna podczas powrotu z pierwszego spotkania w Grupie Muszkieterów pomógł im w podjęciu decyzji. - W 2000 roku ukończyliśmy cykl szkoleń przygotowujących do prowadzenia marketu. W międzyczasie okazało się, że nasza działka nie spełnia wymogów i Grupa musiała zrezygnować z budowy marketu w Łowiczu. Mogliśmy zacząć w innej proponowanej lokalizacji, ale to nie był dla nas dobry moment na przenosiny. Czekaliśmy na czwarte dziecko - wspomina Andrzej Wilczyński. Postanowili zająć się cukiernią. Zaczęli nawet dostarczać pieczywo do lokalnego sklepu Intermarché - mieli więc pośredni kontakt z Grupą. Obserwowali, jak się szybko rozwija, czego nie można było powiedzieć o ich firmie. - Pomyśleliśmy, że czas na zmiany. A jak zmieniać, to wszystko, łącznie z branżą. Tym razem nic nas nie ograniczało, byliśmy skłonni wyjechać na drugi koniec Polski. W 2012 roku, 13 lat od pierwszej próby, zdecydowaliśmy się wejść do Grupy - mówi Agnieszka Wilczyńska. - Próbowaliśmy działać na własną rękę i mimo, że w cukierni stanowiliśmy naprawdę zgrany tandem, wiedzieliśmy, że utrzymanie się jako podmiot całkowicie niezależny na rynku jest szalenie trudne. To bycie współzależnym, a jednocześnie niezależnym w Grupie idealnie wpisywało się w nasze doświadczenie i nasze potrzeby jako przedsiębiorców. W tym modelu franczyzy utrata niezależności przedsiębiorcy jest naprawdę niewielka, a korzyści i ułatwienia są niezaprzeczalne - począwszy od zaplecza szkoleniowego, przez techniczne, po organizacyjne -  przyznaje Andrzej Wilczyński. Musieli jeszcze raz przejść całą procedurę rekrutacyjną. Dowiedzieli się, że dziś mogliby mieć już trzy sklepy, gdyby nie zrezygnowali w 2000 roku. - Może tak, ale moglibyśmy mieć np. problemy z dziećmi, a tak udało się nam je dobrze wychować. Niczego nie żałujemy. Choć byli przygotowani na przeprowadzkę i tym razem los spłatał im figla. Wśród propozycji lokalizacji marketu Bricomarché pojawiły się Skierniewice oddalone tylko 25 km od ich domu. Wszystko ma swój czas - dodaje Agnieszka Wilczyńska. Po doświadczeniu zdobytym podczas szkoleń, wiedzieli jak przygotować harmonogram otwarcia sklepu, kiedy rozpocząć rekrutację i szkolenia pracowników, rozmowy z dostawcami, kiedy zlecić plan sklepu czy złożyć zamówienie na towar. - Franczyza jest nieoceniona przy rozruchu. Bez know-how przekazanego podczas szkoleń start byłby o wiele trudniejszy. Wystrzegliśmy się wielu błędów. To sprawdzony pomysł na biznes. Zakupy przez bazę i współpraca z referencjonowanymi dostawcami umożliwiają wynegocjowanie korzystnych cen i dają bezpieczeństwo. Do tego korzystamy z reklamy centralnej, na którą samodzielny przedsiębiorca nie mógłby sobie pozwolić. Cały wachlarz  udogodnień sprawia, że wsparcie dla biznesu w wypadku tej franczyzy jest wręcz nieporównywalna z innymi franczyzami na rynku - wylicza Andrzej Wilczyński i dodaje, że czymś wyjątkowym jest tu praca w centrali, na rzecz Grupy. - Początkowo byłem sceptyczny, ale im dłużej pracuję na rzecz Grupy w dziale zakupów centralnych Bricomarché, widzę, że to dobra metoda rozwoju. Pracując dla Grupy pracuję też dla siebie - mówi. Oboje szybko odnaleźli się w nowej branży. Zgrany tandem małżonków, przedsiębiorców, widzi przed sobą dalsze etapy rozwoju. - Mamy ochotę na kolejny sklep. - deklaruje Anna Wilczyńska.
Izabela i Jakub Szarek
10 lat temu Izabela Szarek, rozważając rozpoczęcie biznesu pod szyldem Bricomarché, przyjechała na rozmowę rekrutacyjną do siedziby Grupy...
10 lat temu Izabela Szarek, rozważając rozpoczęci e biznesu pod szyldem Bricomarché, przyjechała na rozmow ę rekrut acyjną do siedziby Grupy Muszkieterów . Mimo że ta franczyza wydawała się najlepsza , targały nią obawy. Dziś ona jest członkiem grupy rekrutacyjnej i rozwiewa obawy u nowych kandydatów na franczyzobiorców Bricomarché. Jest najlepszym dowodem na to, że ten biznes dobrze prosperuje . W styczniu z mężem Jakubem otworzy li swój drugi market Bricomarché. Zanim trafili do Grupy Muszkieterów, przez kilkanaście lat pracowali na etatach w rodzinnym Kostrzynie nad Odrą. - Długo zastanawialiśmy się nad prowadzeniem własnej firmy. Kiedy w Kostrzynie powstał sklep Bricomarché, zostaliśmy jego klientami. Zaczęliśmy się interesować, co trzeba zrobić, by być właścicielem takiego marketu. Poczytaliśmy w internecie, popytaliśmy właściciela tego sklepu i stwierdziliśmy, że to może być to, o co nam chodzi. -  wspomina Izabela Szarek. Wcześniej nie mieli doświadczeń z franczyzą. Stwierdzili, że może nie będzie łatwo, ale będzie bezpieczniej. W tym modelu biznesowym ujęło ich właśnie poczucie bezpieczeństwa. Postanowili przystąpić do Grupy. Początki nie były łatwe. Pogodzenie kilku miesięcy szkoleń, staży, wyjazdów przy dwójce małych dzieci wymaga bardzo dobrej organizacji, ale warto. W 2010 otworzyli swój pierwszy sklep, w Strzelcach Krajeńskich. - Zdecydowaliśmy się na przeprowadzkę, mimo że to tylko 70 kilometrów od Kostrzyna. Szkoda nam było tracić czas na dojazdy. Woleliśmy poświęcić go dzieciom. Przeprowadzka pomogła nam lepiej poznać rynek, mieszkańców i ich potrzeby. To była dobra decyzja – wspomina. Już w trakcie zatowarowania pomagali im właściciele innych marketów Bricomarché. Nie byli sami także po otwarciu marketu. - Taka pomoc jest nie do przecenienia. Podobnie jak centralne negocjacje zakupowe czy wsparcie finansowe. Grupa poręcza nam wszelkiego rodzaju kredyty potrzebne do funkcjonowania spółki. Franczyzobiorcy w innych sieciach nie mogą liczyć na takie udogodnienia – przyznaje. Pani Izabela czuje się spełniona nie tylko za sprawą prowadzenia własnego biznesu. Od 2012 w centrali Grupy, w zespole zajmującym się rekrutacją, stara się rozwiewać wątpliwości tych, którzy zastanawiają się nad przystąpieniem do Grupy. Osoby zainteresowane franczyzą Bricomarché mogą poznać zasady funkcjonowania marketu zanim podejmą jakąkolwiek decyzję. - Proponujemy, by odwiedzili jeden z naszych sklepów Bricomarché i spotkali się z właścicielami. Taka wizyta jest bardzo przydatna w podjęciu decyzji – zachęca pani Szarek. - Jesteśmy w zespole rekrutacyjnym jako franczyzobiorcy po to, żeby powiedzieć bez owijania w bawełnę, w jaki sposób funkcjonujemy, jacy jesteśmy, jak żyjemy, dokąd zmierzamy. Przyjmujemy osoby od 25 roku życia. Najstarsza osoba miała chyba 55 lat. Na początku we wszystkich jest jakaś niepewność. Może za wyjątkiem dzieci obecnych właścicieli marketów czy innych członków rodziny. Oni już działają lub zaczynają działać w naszej Grupie. To dowód na to, że ten model biznesowy jest stabilny i bezpieczny -  mówi Izabela Szarek.  Jej zdaniem niepewność to nic dziwnego, bo przecież trzeba przeorganizować swoje dotychczasowe życie i wnieść wkład własny, który czasami jest dorobkiem życia. - Ja się obawiałam jeszcze pracy z mężem, ale w duecie pracuje nam się naprawdę dobrze. Życie rodzinne na tym nie cierpi, choć zdarza się, że bierzemy robotę do domu. Szczególnie od stycznia, gdy jesteśmy właścicielami drugiego sklepu  w Dębnie– przyznaje. Państwo Szarkowie swój drugi market, w Dębnie, odkupili od Grupy. Musieli spełnić tylko kilka warunków – ich pierwszy market miał wykazać się dwoma latami zakończonymi na plusie, a oni sami stać się udziałowcami Grupy Muszkieterów. - Każdy właściciel dokłada wszelkich starań, by od około drugiego roku market był już na plusie. Przy odpowiednim zaangażowaniu właścicieli i strategii Bricomarché, to jest całkowicie realne – przekonuje Izabela Szarek.
Copyright (C) 2014 Bricomarche.pl - MGI Polska Sp. z o. o. ul. Św. Mikołaja 5 Swadzim, 62-080 Tarnowo Podgórne - All rights reserved.
Wszystkie znajdujące się w serwisie znaki towarowe i nazwy firm, zostały użyte jedynie w celu informacyjnym i są wyłączną własnością tychże firm.
Cennik nie stanowi oferty handlowej w rozumieniu Art.66 par.1 Kodeksu Cywilnego.
Prezentowany na stronie asortyment może nie być dostępny we wszystkich sklepach Bricomarché.